Od 4 tygodni jestem w Gold Coast w Australii. Niestety w czasie podróży dopadł mnie w samolocie jakiś wirus i pierwszy tydzień przeleżałam w łóżku na antybiotykach.
Od 4 tygodni dni jestem w Gold Coast w Australii. Niestety w czasie podróży dopadł mnie w samolocie jakiś wirus i pierwszy tydzień przeleżałam w łóżku na antybiotykach. Nie tylko przeszkodziło mi to w realizowaniu planów treningowych ale musiałam również odwołać pierwszy planowany w tym sezonie start. Od kilku dni czuję się lepiej, zaczęłam pierwsze treningi i z niecierpliwością czekam na powrót dyspozycji z RPA. Mimo że choroba na pewno pomieszała nam szyki to mam nadzieję że uda mi się przepracować następne dwa tygodnie i w miarę możliwości jak najlepiej przygotować się do startu w Pucharze świata 30 marca. Warunki do treningów są tu bardzo dobre. Mieszkamy w ośrodku Gold Coast Sport Super Center, gdzie jest 50 metrowy basen, siłownia i 400 metrowa bieżnia. Jakieś trzy kilometry dalej jest wspaniały bardzo duży rezerwat, pełen kangurów, w którym realizujemy długie treningi biegowe. Trasy rowerowe wiodą przez bardzo zielone i urokliwe pagórkowate tereny. Górki mają tu od 500 m do nawet 9-cio kilometrowego podjazdu prowadzącego do miejscowości Beechmont. Poza treningami wolny czas spędzamy na deptakach Gold Coast, a w ubiegłym tygodniu byliśmy zaproszeni na mecz poznanej w ośrodku nowozelandzkiej drużyny rugby Petone w którym rozgromili tutejszą drużynę 50 do 0